niedziela, 25 października 2015

Rozdział 2 "Alex"

*Perspektywa Katniss*
Siedzę na kanapie trzymając lampkę z winem a na stole stoją puste trzy butelki i czwarta napoczęta. Nigdy nie lubiłam pić alkoholu ale od jakiegoś czasu to mój ulubiony "napój". Wyciągam go zawsze wieczorem kiedy nikt nie widzi. 
*4 godziny później*
Siedzę na moim łóżku i ledwo utrzymuje równowagę. Na stoliku nocnym stoi szósta albo siódma butelka wina, może ósma...sama już nie wiem, znaczy wiem, że się pogubiłam, Pogubiłam się w moim pieprzniętym życiu które robi co chce. Nie udało mi się utrzymać równowagi siedząc dlatego leże na łóżku i patrzę w biały sufit zastanawiając się co jeszcze mnie spotka. Moje bardzo tęgie myślenie przerywa mi dźwięk SMS-a. Zalana w trupa wyciągam rękę która trzęsie się jakbym coś trzymała i łapie za telefon. 
"Cześć Katniss - Gale"
Patrze jakby mój telefon umiał latać i czytam literki które mi się rozmazują. Z mojego czytania wyszło:
"Sześć Atness - Gile" 
Leże i myślę o jakie gile komuś chodzi i kto to jest Atness i poco te sześć...chyba nie ja jedyna jestem tu pijana.
- Annie - Drę się na cały głos po czym słyszę tupanie. 
- Jest trzecia w nocy kobieto co ty chcesz?! - Mówi wściekłym głosem.
- Dostałam SMS-a - Unoszę telefon w jej stronę.
- Przerwałaś nam... znaczy obudziłaś nas po to, żeby powiedzieć, że dostałaś SMS-a?! - Macha rękoma i łapie się za głowę. 
- Nie... jakiś Gile sześć Atness i tak myślę może ty wiesz kto to ten Gile? - Patrze nietrzeźwym wzrokiem na rudowłosą.
- Daj mi to - Podchodzi i wyrywa mi telefon.
- Cześć Katniss - Gale...idiotko to Gale! - Krzyczy i rzuca we mnie telefon, a ja patrzę na nią.
- Gale...Gale...Gale?!...Gale! - Załamana Annie łapie się za głowę. 
- Weź mu odpisz i idź spać - Macha ręką, biorę za telefon i próbuje odpisać po chwili wysyłam SMS-a.
- Annie - Krzyczę i po raz kolejny słyszeę tupanie.
- Co znowu!? - Cedzi przez zaciśnięte zęby.
- Wysłałam SMS-a - Macham telefonem.
- Brawo i po co ja do tego 
- Przeczytaj
- Po co!?
- Przeczytaj - Podaje jej telefon a ona go zabiera zaczyna kręcić głową i łapie się za nią.
- Coś ty napisała - Patrzy na mnie jak na idiotke.
- Napisałam SMS-a - Wzruszam ramionami. 
- Przeczytaj go a sie dowiesz o co mi chodzi - Rzuca telefonem w moją stronę.
- Heść Grole ceo zresz - Czytam dukając. Dziewczyna patrzy na mnie jak bym umiała latać.
- Co!? - Patrzę na rudowłosą.
- Ja się Ciebie o to pytam! 
- Heść Grole ceo zresz?! - Zerkam na telefon a potem na Annie.
- Ty lepiej idź już spać. - Wyrywa mi komórkę i wychodzi. 
Wzruszam ramionami i zmęczona opadam na miękkie poduszki. Szczelnie okrywam się ciepłą kołdrą i wtulam w poduszkę. Zwijam połowę kołdry i mocno ją przytulam. Przypominają mi się noce spędzone wraz z Peetą w pociągu. Kiedyś... nie doceniałam ciepła jego ciała oraz jego pocałunków. Teraz gdy wiem ,że to już nie wróci, mam ochotę skoczyć z mostu. Czuję się jak te wszystkie fanki Peety. Marzą by go pocałować, spędzić z nim resztę życia ale dobrze wiedzą ,że to nigdy nie nastąpi. Tak bardzo chciałabym żeby on do mnie wrócił. Mimo ,że nie znam Julie - szczerze jej nienawidzę. Życzę jej żeby potrącił ją samochód albo zjadł jakiś kundel lub zmieszaniec. Mimo ,że jej nie znam życzę jej najgorszego. 
Łzy nieubłaganie płyną po moich policzkach. W końcu wykończona zasypiam.
Gdy się budzę słońce już jest dobrze widoczne. Spoglądam na zegarek, jest 13.48. Mozolnie wstaję z łóżka, wciągam na siebie jakieś ciuchy i schodzę na dół. Wchodząc do kuchni widzę Annie siedzącą na blacie i Finnicka stojącego między jej nogami. Chłopak obdarowuje jej szyje pocałunkami a ta z zamkniętymi oczami cicho jęczy.
- Ale żeby tak z samego rana? W kuchni na blacie?! - Mówię speszona. Odskakują od siebie jak poparzeni. Zarumieniona Annie poprawia swoją bluzkę a Finnick z szerokim uśmiechem zapina pasek od spodni.
- Nie widziałaś tego... - Szepcze rudowłosa. Podchodzę do niej bliżej i wprost do jej ucha szepczę:
- Widziałam wszystko ze szczegółami. - Dziewczyna z naburmuszoną miną podchodzi do lodówki i wyciąga z niej pomarańczowy sok. - A teraz grzecznie zróbcie mi śniadanie bo inaczej wszystkim o tym rozpowiem. - Dumnie się uśmiecham i siadam przy stole. 
Finnick podchodzi do lodówki i wyjmuje z niej opakowanie z szynką. Nim zdążę zareagować z głowy zwisa mi duży kawałek wędliny.
- I co marnujesz jedzenie? - Pytam ze śmiechem. 
- Chciałaś śniadanie - Lekko się uśmiecha, a na mojej twarzy pojawia się grymas. Wyciągam język w górę i próbuję dotknąć wędlinę językiem.
- Co ty robisz - Annie duka przez śmiech.
- Jem wędlinę, nie widać? - Mówię nie wyraźnie cały czas wyciągając język do góry, a oni wybuchają śmiechem. Sięgam po pierwszą rzecz na tym stole i rzucam w Finnicka.
- Co na mojej twarzy robi majonez? - Wyciera rękoma majonez z oczu. 
- Ssie Cię. - Wzruszam ramionami uśmiechając się przy tym.
- Nie płacz tak - Annie staje obok Finnicka i kładzie mu ręce na ramiona, po czym wypina język i udaje, że liże majonez na jego twarzy. Niestety nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem, ale to był taki śmiech, że wyplułam kawałek szynki na czoło Odaira. Rudowłosa ze śmiechu łapie się za brzuch. Chłopak bierze keczup i oblewa dziewczynę po twarzy i ciele a ja spadam z krzesła za co dostaje pomidorem w twarz i tak oto zaczęła się bitwa na jedzenie.
Ja rzucałam sałatą, wędlinami i wszystkim co na stole, Finnick rzucał wszystkim co w lodówce, a Annie wszystkim co na blacie. Po godzinie rzucania się jedzeniem Annie została oblana sokiem i tak skończyła się nasza bitwa. Rudowłosa pędem poszła na górę i wróciła sucha i w innych ciuchach.
- Po co się przebrałaś - Zerkam na dziewczynę przy tym wycierając się. 
- Po co się wycierasz - W jej głosie słychać ironię, kręcę  głową i wycieram się dalej. Upaćkany Finnick podchodzi do Annie i mocno ją przytula. 
- Finnick! - Krzyczy, a on nic nie robi.
- Finnick do cholery puść mnie - Od suwa się od niego i przewraca oczami.
- Jeszcze dzisiaj prosiłaś mnie żebym Cię przytulił. - Szeroko się uśmiecha.
- Idź spać. - Zrezygnowana siada obok mnie. 
- Z tobą zawsze. - Wymownie rusza brwiami. Podbiega do dziewczyny, przerzuca ją przez ramie i biegnie na górę. No super... muszę posprzątać sama.
Sprzątanie zajmuje mi dobre dwie godziny. Myślałam ,że oszaleję, Annie jęczała jakby ktoś ją ze skóry obdzierał. Potem jeszcze do jęczenia przyłączył się Finnick... dom wariatów normalnie. Kręcę głową i idę po mopa. Jestem już w kuchni i zmywam podłogę z której powstał hamburger. Po niecałych dwóch godzinach patrzę na zegarek 18:39 - pięknie cały dzień zleciał na rzucaniu się jedzeniem i jęczenia Annie. Odkładam mopa i otwieram kredens - skoro oni się bawią to czemu ja nie mogę. Wyjmuje wino po czym sięgam po kieliszek i zaczynam się delektować moim ulubionym "napojem". Po wypiciu dwóch butelek wina i po naoglądaniu się romansideł oraz wysłuchaniu jęczeń rudowłosej postanowiła się po bawić. Krzywym krokiem popełzłam do mojego pokoju i ubrałam krótka sukienkę. Tak krótką, że prawie było widać mi tyłek i z wielkim dekoltem, nigdy bym jej nie założyła...na trzeźwo oczywiście. Zakładam szpilki Annie i wychodzę z domu. Kieruje się w stronę nowej dyskoteki którą kazał wybudować Finnick i które stało się najpopularniejszym miejscem w całym Panem. Kiedy weszłam do klubu jakiś facet odwiesił mój płaszcz i objaśnił co i gdzie leży. Siadam przy barze i zamawiam drinka. Zauważam chłopaka podobnego do Peety... - Peeta!? patrzę na chłopaka 
- Peeta!? - Podchodzę do blondyna.
- Słucham.. Jaki Peeta - Chłopak odwraca się a ja zaczynam smutnieć. 
- Nie nic przepraszam - Mój głos się łamie po czym wracam do baru. Po wypiciu trzech drinków przestałam je liczyć. 
- Nie za dużo tych drinków? - Obok mnie siada przystojny chłopaka o brązowych włosach i piwno-brązowych oczach.
- Nie mamusiu - Mówię ironicznie, a on cicho się śmieje,
- Śmieszy cie to?! - Warczę.
- Nie, ale taka śliczna dziewczyna nie powinna tyle pić - Lekko się uśmiecha. 
- Śliczna dziewczyna stoi tam jeżeli szukasz - Wskazuje palcem na jakąś idiotkę. Dziś mam jakiś wredny humor. Nic mi się nie podoba i wszystko mnie drażni.
- Jak masz na imię? - Patrzy mi w oczy.
- Dane Osobowe - Odpowiadam mu i dopijam drinka.
- Ee, ty kelner - Podnoszę rękę do góry.
- W czym mogę pomóc - Podchodzi do mnie, a ja podaje mu szklankę.
- Jeszcze jednego poproszę - Chłopak odchodzi.
- Usłyszę twoje imię? - Uśmiecha się szeroko. 
- Nie - Sycze. Chłopak dokładnie mi się przygląda i wciąż szeroko uśmiecha.
- Katniss - Szepczę.
- Słucham - Patrzy mi w oczy.
- Nazywam się Katniss - Lekko się uśmiecham. 
- Katniss Everdeen? -  Patrzy na mnie.
- Tak, niestety - Na mojej twarzy pojawia się grymas, a on się uśmiecha.
- Mogę prosić do tańca? - Brunet wstaje i wyciąga rękę w moim kierunku.
- Nie znam Cię i mam z tobą tańczyć? - Syczę.
- Jestem Alex - Uśmiecha się i podaje mi rękę. Wstaję i idę z nim na parkiet. 
- Ale za podeptanie stopy nie płace odszkodowania - Cicho się śmieje. Zaczynamy tańczyć. Na moje nieszczęście leci wolny kawałek a to oznacza "taniec- przytulaniec". Tańczę wtulona  w brązowookiego chłopaka. Po 30 minutach dopiero siadamy do barku. Dostaję swojego długo wyczekiwanego drinka i powoli go sączę. Pięknooki tylko mi się przygląda.
 -----------------------------------------------------------------------------------------------
Autorki: Kosogłos i Yuuki (Yoo 9622) 

sobota, 24 października 2015

Rozdział 1 "Są ludzie, którzy pat­rzą przez przed­nią szybę i ludzie, którzy zer­kają we wsteczne lusterko..."

*Perspektywa Katniss*
Siedzę na strychu z żyletką w ręce. Obracam ją parę razy w palcach za nim przycisnę ją do nadgarstka. Od paru dni stało się to moim ulubionym zajęciem, - cięcie się. Po pierwszych cięciach ból był okropny, dopiero po jakimś czasie jest to pewna forma odprężenia. Przyglądam się żyletce, lubię na nią patrzeć tak po prostu. Jeszcze przez chwilę obracam ją parę razy i zastanawiam się dlaczego akurat ja. Patrzę przez okienko i oglądam zachodzące słońce .Od niedawna zachód słońca stał się moją ulubioną porą dnia. Kiedy promienie słońca zaszły a niebo robiło się coraz ciemniejsze, przykładam ostrze do nadgarstka. Powoli i coraz mocniej przyciskam ją do skóry tworząc idealnie prostą linię która momentalnie zachodzi krwią. Ostre narzędzie kładę na ziemi i odchylam głowę do tyłu. Opieram się plecami o ścianę i zamykam oczy. Siedzę i relaksuję się czując jak krew spływa po mojej ręce, jest jak ciepła woda płynąca strumykiem. Otwieram oczy i patrzę na ranę z której przestaje płynąć krew, chwytam za żyletkę i przykładam ją do skóry na której robię trzy idealnie proste linie, a z ran zaczęło lecieć coraz więcej krwi ciągiem bez końca. Opieram się o ścianę i powoli odpływam z tego świata, wszystko co dotąd było wyraźne teraz jest rozmazane, a moje powieki powoli opadają. Zamykam oczy chcąc pożegnać się ze światem na którym jestem. Nie mogąc panować nad mięśniami moja głowa opada na bok.
- Katniss..cholera...Annie! - na strych wbiega Finnick który łapie za moją rękę i próbuje zatamować krwotok, klepiąc mnie przy tym w policzek
- Katniss nie zamykaj oczu nie zamykaj - klepie mnie w policzek. Na chwilę otwieram oczy a potem znowu powieki zaczynają opadać
- Katniss otwórz oczy do cholery, Katniss otwórz oczy... Annie szybciej - klepie mnie w policzki i krzyczy coraz głośniej. Na strych wbiega rudowłosa klękając przy mnie
- Katniss obiecuje ci to jeżeli odlecisz to ożywię cię i własnoręcznie zamorduje - mówi przerażonym głosem, a ja powoli otwieram oczy i potrząsam głową
- Annie?! co ty tu robisz. - patrze na nią zdezorientowana
- Pomagam ci, idiotko! Czemu chciałaś się zabić?! - Wrzeszczy.
- Nie chciałam się zabić... po prostu się cięłam. Poza tym to moje ciało i mogę sobie nawet rękę uciąć jeżeli mi się tak podoba. - Cedzę przez zaciśnięte zęby. Wstaję, podnoszę żyletkę i schodzę na dół. Szybkim krokiem wchodzę do łazienki i zamykam drzwi. Rzucam żyletkę do zlewu i owijam nadgarstek grubą chustą.
*Perspektywa Peety*
Siedzę w kuchni z gazetą i kubkiem gorącej czekolady. Niedawno wróciłem od Haymitcha - Pomagałem mu dojść do domu, ponieważ zachlany jest w trupa. Jak codziennie pożegnał mnie słowami "Jeszcze zrozumiesz co straciłeś, a gdy to zrozumiesz będzie już za późno". Oczywiście chodziło mu o Katniss. Doskonale wiem co straciłem i w ogóle tego nie żałuję. Granie Nieszczęśliwych Kochanków z Dwunastego Dystryktu dawno się skończyło, przyszedł czas się ustatkować.
- Kochanie, odpocznij. W piekarni był dziś niezły ruch. - Julie zabiera mi gazetę i siada na moich kolanach. Czuję się jakbym ją zdradził. Podczas gdy mam na wyciągnięcie ręki przepiękną i inteligentną kobietę którą jest moja narzeczona ja myślę o mojej byłej miłości.
- Co powiesz na wspólną kąpiel? - Pytam całując ją przy tym w szyję. Mimo iż śpimy w jednym łóżku oraz nie raz braliśmy wspólne kąpiele nigdy nie doszło po między nami do niczego oprócz pocałunków i pieszczot. Dziewczyna całuje mnie w policzek, łapię za rękę po czym wstaje i prowadzi do łazienki. Stoimy już w pomieszczeniu, a Julie zarzuca na moją szyje swoje ręce. Całuję ją namiętnie. Dziewczyna napuszcza wodę a ja staje za nią i całuje w szyje. Blondynka odwraca się w moją stronę. Zaczynam ją całować i lekko unoszę do góry a ona zaplata nogi na moich biodrach. Zaczynam ją rozbierać a ona mnie i po chwili lądujemy w wannie.
- Chciałabym zbliżyć się do ciebie - Przygląda mi się i powoli przysuwa w moją stronę.
- Przecież jesteśmy blisko - Lekko się uśmiecham.
- Tak wiem ale... jesteśmy ze sobą już tak długo a jeszcze się nie kochaliśmy, powoli zaczynam .myśleć, że ty mnie nie. - Nie kończy zdania tylko odsuwa się ode mnie.
- Julie, kocham Cię najmocniej na świecie. - Przybliżam się, a ona siada na moje kolana i zaczyna całować. Ja siedzę bez ruchu.
- Peeta, proszę kochaj się ze mną. - Kładzie ręce na moich policzkach.
- Jeszcze nie pora - Spuszczam wzrok.
- Jesteśmy ze sobą od roku, Peeta! - patrzy na mnie i zaczyna całować po szyi i klatce piersiowej.
- Powiedziałem nie! - Podnoszę głos po czym wstaje z wanny. Owijam się w ręcznik i wychodzę. Zachodzę do sypialni, szybko się wycieram i przebieram po czym schodzę na dół i dokańczam pić kakao.
- Peeta... czy ty mnie już nie kochasz? - Słyszę za sobą cichy szept mojej narzeczonej. Odwracam się twarzą w jej stronę. Płakała - widzę to. Ma czerwone oczy oraz łamie się jej głos.
- Kocham Cię najbardziej na świecie. Po prostu to dla mnie za wcześnie. - Podchodzę do niej i ją przytulam.
- Kiedy będziesz gotowy, co? Jak już będę stara i będę przechodzić menopauzę? Peeta, ja myślę o tobie poważnie i mam nadzieję ,że ty o mnie też. Chciałabym urodzić Ci dzieci i zestarzeć się u twojego boku. - Odsuwa się ode mnie i wyciera łzy które płyną po jej policzkach.
- Oczywiście ,że myślę o tobie poważnie. Jednak nie zmienia to faktu ,że to dla mnie za wcześnie. - Całuję ją w czoło i mocno przytulam.
- Peeta, a może ty po prostu prawiczkiem jesteś? - Julie lekko się uśmiecha. Uśmiecham się zawstydzony a dziewczyna mocno mnie przytula.
- Kocham Cię, wiesz? - Zaplata ręce na mojej szyi i patrzy mi w oczy, a ja czule ją całuje.
*Perspektywa Katniss*
Siedzę w łazience i patrzę się w lustro, są takie chwile w których wracam wspomnieniami do Peety. Do jego warg mimo tego, że chce o nim zapomnieć po prostu nie umiem. Moje oczy robią się szklane a łzy napływają coraz bardziej. Po chwili łzy spływają strumieniem po moich policzkach, zaczynam płakać. Mój szloch musiała usłyszeć rudowłosa puka do drzwi
- Katniss, czemu płaczesz? - stoi pod drzwiami i szepcze.
- Nieważne. - Odpowiadam wymijająco.
- Jak nieważne, Katniss. - W jej głosie czuć troskę.
- Annie, proszę. - Warczę.
- Żadne proszę. - Zaczyna szarpać klamkę aż w końcu wchodzi do łazienki i zamyka drzwi.
- Co się dzieje? - Kładzie mi rękę na ramieniu.
- Peeta. - Szepczę
- Znowu o nim myślisz, Katniss....przecież miałaś zapomnieć. - Wyciera mi łzy.
- Nie umiem..nie mogę.... nie chce - Mówię cicho.
- Katniss, on ma narzeczoną - Przytula mnie.
- Gdzieś mam tą całą Julie, nie zapomnę o nim. - Odsuwam się od niej.
- Nie mówię tego żeby ci zaszkodzić, po prostu martwię się o Ciebie. - Delikatnie głaszcze mnie po głowie.
- To ty zapomnij o Finnicku, o waszych wspólnych chwilach. - Cedzę przez zaciśnięte zęby
- Katniss... ja...
- Co Katniss do cholery, co Katniss!? Karzesz mi zapomnieć, to sama zapomnij o Finnicku! - wykrzykuje, a dziewczyna smutnieje.
- Przepraszam - spuszcza wzrok i wychodzi.
Siadam na zimnych kafelkach i wybucham głośnym płaczem. Zakrwawioną ręką uderzam w podłogę. Wiem ,że muszę zapomnieć o Peecie oraz wiem ,że Annie po prostu chce dla mnie jak najlepiej ale... dlaczego to tak boli?
Wstaję z zimnej, zakrwawionej przez moją rękę ziemi. Zakładam biały, gruby szlafrok który już po chwili ma czerwony rękaw. Schodzę na dół i kieruję się do barku. Wyjmuję z niego kieliszek oraz wino. Siadam na kanapie i zaczynam powoli sączyć trunek. Po około pięciu wypitych przeze mnie kieliszków przestaję je liczyć.
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Autorki: Yuuki (Yoo 9622)  i  Kosogłos 

poniedziałek, 19 października 2015

Prolog.


Po zakończeniu rebelii, wszystko się pozmieniało czy na lepsze? Tego jeszcze nie wiem. Po śmierci prezydenta Snowa i prezydent Coin władzę objęła Paylor. Pociąg między dystryktami został udostępniony dla wszystkich. Można przemieszczać się między dystryktami swobodnie. Paylor dofinansowała biedne Dystrykty, żeby już nikt nie głodował, żeby nie było taj jak za rządów Snowa.
Zwycięzcy Głodowych Igrzysk nie muszą już mieszkać w Wioskach Zwycięzców, ale w rodzinnych domach. Zwycięscy nie są już mentorami, a ich historie przestały być publikowane. Wreszcie wszyscy mogli żyć normalnie, bez tego wielkiego zamieszania wokół niego. Paylor zmieniła w Kapitolu wiele rzeczy ale jedna najbardziej mi się podobała, Kapitolińczycy nie chodzili ubrani jak jakieś kolorowe "dziwadła" ale jak normalni ludzie, co za tym idzie zero "dziwnych" domów tylko zwykłe normalne takie jak mój czy innego człowieka. Po zakończeniu kolorowej "mody" o ile tak to można nazwać Effie Trinket zaczęła projektować własne stroje, ale już nie kolorowe i wzięte nie wiadomo z kąt, ale zwykłe sukienki, ale za to niepowtarzalne, niestety ta zmiana nie potrwała długo, jakieś dwa miesiące po zakończeniu pajacowatych strojów mieszkańcy Kapitolu zaczęli strajkować, źle to się odbijało na Paylor te strajki pod jej domem powoli ją wykańczało, dlatego zgodziła się na przywrócenie ich kolorowych pajacowatych strojów i dziwacznych kolorowych makijaży, dla Effie było to na plusie, więc zaczęła szyć ciuchy takie jak kiedyś. 
Ja, Katniss Everdeen mieszkam w dystrykcie czwartym wraz z Annie Cresta oraz Finickiem Odair'em. Mieszkamy w jednym domu naprzeciwko pięknego, błękitnego morza. Po rebelii nie zostało nic poza ranami cielesnymi. Moja skóra gdzieniegdzie jest różowawa, jest to pamiątka po oparzeniach. Przeszczepiona skóra przestała mnie boleć już dawno, niestety z psychiką jest o wiele gorzej. Dziewięć miesięcy temu prawie wyszłam z okropnej choroby - depresji. Prawie ,ponieważ poznałam narzeczoną Peety Mellarka. Wysoka, niebieskooka, blondynka -  Julie Moore. Gdy dowiedziałam się o tym, opuściłam Dystrykt Dwunasty pozostawiając w nim złe wspomnienia oraz smutne chwile. Załamana nie wiedząc gdzie się udać, postanowiłam odwiedzić przyjaciół z Czwórki. Przyjęli mnie w otwartymi ramionami. Zajęli się mną i do dnia dzisiejszego robią wszystko by pomóc wyjść mi z depresji. Johanna Mason zamieszkuje w dystrykcie siódmy. Po rebelii można powiedzieć ,że zerwała z nami kontakt i zajęła się swoim życiem. Haymitch Abernathy nadal mieszka w Dystrykcie Dwunastym. U niego nic się nie zmieniło - Nadal siedzi zalany w trupa od rana do nocy. Dzwoni do nas czasem porozmawiać. Pytany o plany na przyszłość, czy zamierza znaleźć sobie kobietę która urodzi mu dzieci zawsze odpowiada "Jestem wierny butelce bimbru". Szkoda mi go, jeżeli nie ustatkuje się teraz - za parę lat może być już za późno.Jedyne osoby które są mi bliskie to Annie i Finnick. Z Effie Trinket też nie utrzymywałam kontaktu, była tak zajęta projektowaniem, że nie miała czasu dla nikogo, tak jest do dziś, nikt z nikim nie utrzymuje kontaktu.
Co będzie dalej? Nie wiem. Jak na razie nie widzę swojej przyszłości.
-------------------------------------------------------------
Autorki - Yuuki i Kosogłos
Ten blog - losyporebelii.blogspot.com jest naszym wspólnym blogiem, mimo iż pojawia się, że autor to Kosogłos bądź Yuuki to dlatego, że jedna z nas opublikowała post a pisałyśmy we dwie